W 1/4 naszego kolejnego sruuu lub bardziej zjazdu dopada nas deszcz po raz trzeci i ostatni, przynosi jednak ze sobą silny spadek temperatury, silny wiatr i pieruny
a jako że wracamy przez miejsce zawarte na trzeciej fotce robi się na prawdę uroczo, no i mokro. Przed powrotem do samochodu z bazy w Krakowie dostaję kilka
różnych prognoz mówiących to samo - kolejne dwa dni będzie prało żabami. Tym samym nie udał się mój cichy plan pozostania w Zawoji do kolejnego dnia i ruszenia
głębiej na Słowację, plany chowam więc do kieszeni, na później i wracam wraz Janem do domu wszak "co się odwlecze to nie uciecze" - do następnego.
