Mojego majowego urlopu dzień trzeci, startuje około 9:00 zaraz po śniadaniu, niestety na dzień dobry gubię mapę bez której nie bardzo mam po co jechać w góry, mapę znajduję
ale tracę przez tą zabawę w chowanego 45 min i dokładam kilka ładnych km do końcowego dystansu tego dnia - shit hapenns, tym razem mapę chowam do kieszeni z zamkiem.
